piątek, 8 lipca 2016
czwartek, 7 lipca 2016
Lato od kuchni
"u nas wakacje nic się nie dzieje
usiadły liście lnu
siedem tysięcy pszczół bez urlopu
pracuje za darmo
nikt z nas się teraz nie śpieszy
jest czas
rozmawiamy
- pani stale co rok młodsza..."
Ks. Jan Twardowski
Letni widok z kuchennego okna...rok temu pleszki uwiły w tej kapliczce gniazdo, umościły się wygodnie za Frasobliwym. Miały ciepło, sucho i bezpiecznie.Frasobliwy przeganiał ciekawskie koty i głaskał pleszki po małych główkach. Pani Pleszkowa całymi dniami siedziała przytulona do Frasobliwego,a Pan Pleszka latał po ogrodzie i znosił żonie smakołyki. Któregoś pięknego , letniego dnia już było wiadomo, że rodzina się powiększyła. Odtąd szczęśliwi rodzice razem biegali po leśnych spożywczakach, a maleństwa zostawiali pod opieką Frasobliwego. Mijały upalne lipcowe dni, pleszęta rosły,stawały się coraz głośniejsze i coraz bardziej samodzielne.
Któregoś poranka szłam jak zawsze nalać psom świeżej wody. W głośnej zwykle kapliczce panowała cisza jak makiem zasiał. Cała rodzina wyniosła się bladym świtem bez pożegnania...zrobiło się smutno, a Frasobliwemu nawet przykro. Tak się troszczył, tak pilnował, tak uważał na koty, na sójki-rozbójniczki, uciszał psy, które nie dawały spać wieczorami małym pleszętom...no przykro i już.
Na początku tego lata pleszki zapukały nieśmiało do kapliczki. Przepraszały, coś mętnie tłumaczyły, ale Frasobliwy nie słuchał. Ucieszył się bardzo, wcale nie pamiętał zeszłego roku. Państwo Pleszkowie zaczęli z zapałem wić nowe gniazdko i okna mojej kuchni znowu wychodziły na teatr.
I nagle budowa stanęła. Co się stało? Frasobliwy milczy. Może jednak doszło do nieporozumień? Może czynsz w tym roku za wysoki? Może Pleszkowie znaleźli sobie coś atrakcyjniejszego w najbliższej okolicy? Bo nie chce mi się wierzyć, że to sprawka Vincenta...on zawsze zostawia ślady to raz, a dwa- ufam, że Frasobliwy by na to nie pozwolił.
No więc kuchnia nudna w tym roku jak diabli i czekam, że może pleszki skuszą się u Frasobliwego na drugie gniazdowanie...
środa, 6 lipca 2016
I znów są wakacje
To była jedyna kolonia, na którą pojechałam z własnej woli. 20 kilometrów od domu. Może właśnie dlatego pojechałam? No i pewnie dlatego, że była to kolonia zuchowa, z dzieciakami z klasy. Zuchy w żółtych chustach...
Ale najzabawniejsze jest to, że pamiętam sukienkę, w której tu jestem. Pamiętam jej kolor, wzór,fakturę materiału, niemalże jej dotyk...i pamiętam sukienkę mojej mamy, która też jest na tym zdjęciu( i mama i sukienka), bo to była niedziela i odwiedziny rodziców.
I pamiętam, że były dwie wersje tej "ustawki" i ja dostałam najpierw inną, ale zamieniłam się, bo na tamtym zdjęciu nie było mojej mamy.
Na obiad była zupa owocowa i zaprosiliśmy na nią rodziców.
A potem, jak rodzice już wyjechali, to był wielki płacz i wielka burza z piorunami.
A żeby było jeszcze śmieszniej, to mieszkaliśmy w szkole, do której teraz chodzi moje dziecko( -" mamo, te schody i poręcze to są te same! Tylko okna mamy inne!")
Wygrzebałam to zdjęcie w starym rodzinnym albumie.
-" Nie zabieraj zdjęć, bo Monika będzie miała pretensje. Przyjdzie czas, to się podzielicie!"
Wakacji czas...
Ale najzabawniejsze jest to, że pamiętam sukienkę, w której tu jestem. Pamiętam jej kolor, wzór,fakturę materiału, niemalże jej dotyk...i pamiętam sukienkę mojej mamy, która też jest na tym zdjęciu( i mama i sukienka), bo to była niedziela i odwiedziny rodziców.
I pamiętam, że były dwie wersje tej "ustawki" i ja dostałam najpierw inną, ale zamieniłam się, bo na tamtym zdjęciu nie było mojej mamy.
Na obiad była zupa owocowa i zaprosiliśmy na nią rodziców.
A potem, jak rodzice już wyjechali, to był wielki płacz i wielka burza z piorunami.
A żeby było jeszcze śmieszniej, to mieszkaliśmy w szkole, do której teraz chodzi moje dziecko( -" mamo, te schody i poręcze to są te same! Tylko okna mamy inne!")
Wygrzebałam to zdjęcie w starym rodzinnym albumie.
-" Nie zabieraj zdjęć, bo Monika będzie miała pretensje. Przyjdzie czas, to się podzielicie!"
Wakacji czas...
wtorek, 5 lipca 2016
Deszcze niespokojne...
sobota, 2 lipca 2016
Krótki urlop od wszystkiego
Od głupich myśli. Od złych wiadomości. Od strachu, żeby nic się nie stało. Od tego drugiego, że może się stać. Od smutku. Od łez. Od wiecznego zaklinania rzeczywistości. Od tęsknot bezsensownych, lęków skrywanych...od czasu, który przyśpiesza...
czwartek, 23 czerwca 2016
Wujek Romek
Moje najwcześniejsze wspomnienie z Tobą związane?
Dom babci. Siedzisz sam w wielkiej kuchni. Obok, w pokoju, dużo ludzi, gwar, śmiech...Ile mam lat? Trzy? Może pięć? Jest mi przykro, bo jesteś sam, jesteś smutny, nie rozumiem tego. Wychodzę z gwarnego pokoju , wpadam do kuchni i przytulam się do Ciebie. Co czuję? Żal mi Ciebie. Wolę być z Tobą niż tam ze wszystkimi. Tylko ja jedna nie chcę, żebyś był smutny?
Za ten gest będziesz mi wdzięczny do końca życia.
A potem to życie leci na łeb na szyję, lata mijają, dorastam, juz wszystko wiem, już rozumiem tamten Twój smutek, już wiem skąd się wziął.
Pamiętam jak zabrałeś nas do kina w zimę stulecia. To był film o Sarze Bernhardt...najbardziej zapamiętałam powrót w tak ogromnych zaspach śniegu, że Monika- najmłodsza-grzęzła po pachy, a my z Propcią pokładałyśmy się ze śmiechu. Wysoki, chudy, długonogi i wielkostopy zostawiłeś nas , trzy dreptające dziewczynki, daleko w tyle i krzyczałeś : " idziecie czy nie?!".
Do tej pory chce mi się śmiać.
Wujku,ogórki kiszone robiłeś najlepsze na świecie.
A nasze wyprawy na targ ... Zawsze byłeś pierwszy, wychodziłeś cicho, kiedy jeszcze spalysmy.
Byłeś Dobrym Człowiekiem. Śmiesznym czasami, ale dobrym, uczciwym, prawym...
Nie ma już Ciebie i nie ma już tamtego świata.
Nie ma już naszego Opoczna.
Dom babci. Siedzisz sam w wielkiej kuchni. Obok, w pokoju, dużo ludzi, gwar, śmiech...Ile mam lat? Trzy? Może pięć? Jest mi przykro, bo jesteś sam, jesteś smutny, nie rozumiem tego. Wychodzę z gwarnego pokoju , wpadam do kuchni i przytulam się do Ciebie. Co czuję? Żal mi Ciebie. Wolę być z Tobą niż tam ze wszystkimi. Tylko ja jedna nie chcę, żebyś był smutny?
Za ten gest będziesz mi wdzięczny do końca życia.
A potem to życie leci na łeb na szyję, lata mijają, dorastam, juz wszystko wiem, już rozumiem tamten Twój smutek, już wiem skąd się wziął.
Pamiętam jak zabrałeś nas do kina w zimę stulecia. To był film o Sarze Bernhardt...najbardziej zapamiętałam powrót w tak ogromnych zaspach śniegu, że Monika- najmłodsza-grzęzła po pachy, a my z Propcią pokładałyśmy się ze śmiechu. Wysoki, chudy, długonogi i wielkostopy zostawiłeś nas , trzy dreptające dziewczynki, daleko w tyle i krzyczałeś : " idziecie czy nie?!".
Do tej pory chce mi się śmiać.
Wujku,ogórki kiszone robiłeś najlepsze na świecie.
A nasze wyprawy na targ ... Zawsze byłeś pierwszy, wychodziłeś cicho, kiedy jeszcze spalysmy.
Byłeś Dobrym Człowiekiem. Śmiesznym czasami, ale dobrym, uczciwym, prawym...
Nie ma już Ciebie i nie ma już tamtego świata.
Nie ma już naszego Opoczna.
sobota, 11 czerwca 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























